Poza granicami Polski ale nie tylko część druga

Wpisy

  • wtorek, 02 maja 2017
    • Poświątecznie o " majówce"

      1 Maja w Italii to jest święto całą gębą. W telewizji koncerty i programy gadane czyli o historii tego święta. Na szczęście pogoda dopisała było prawdziwie majowo i dlatego udała nam się wycieczka. Najpierw na pierwszomajowy odpust, który co roku, jest gorszy. Jak zwykle głównie stoiska postawiły na smakołyki. Tu jeszcze puste stoły ale lada moment się zapełniąIMG_6084bo po porchete ustawiała się kolejkaIMG_6086

       

      IMG_6087

      IMG_6090

      IMG_6085

      IMG_6092 a truskawki cieszyły oczy.IMG_6081 Były naturalnie słodycze charakterystyczne dla Abruzzo i Marche. Tych też nigdy nie brakuje. IMG_6096

      IMG_6093

      IMG_6095

      IMG_6094

      I jak na porządny odpust przystało " i cukrowej waty"IMG_6098 i naleśników z nutellą  IMG_6099

      Obeszliśmy stragany i szybko ewakuowaliśmy się w inne urokliwe miejsce. Wcześniej jednak V. zatrzymał samochód pod światłami a tam " nomen omen" taka ulica. :)IMG_61091Ulica 1 Maja. Jeszcze raz wysiadłam po drodze, żeby zrobić zdjęcie stareńkiego kościołkaIMG_61061

      IMG_6107 i koników przed domem. IMG_6104

      IMG_6105A potem już podziwialiśmy, jak zawsze urokliwą "Oazę" czyli Centrum Edukacji Środowiskowej , w której zwierzaki się leczą i dożywają swoich dni.IMG_61151

      IMG_6121

      IMG_6119

      IMG_6113

      IMG_6118 Dzieciaki wykrzykują :

      - Ooo ... krowa.

      A my jak zawsze gapimy się w wody stawu z wydrami, kaczkami i rybami.IMG_6123

      IMG_6127

      IMG_6124

      IMG_6131

      IMG_6126

      IMG_61281

      Ba nawet z żółwiami.IMG_6136

      IMG_6135

      IMG_61372

      IMG_6132

      IMG_6133

      IMG_6134

      IMG_6138Ja też zostałam uwiecznionaIMG_6152 pomiędzy wydrami,IMG_6145

      IMG_6146 żółwiem,IMG_6147

      IMG_6148 osiołkiemIMG_6154 i strusiem.IMG_6162

      IMG_6163

      Z podziwem patrzyłam ( jak zawsze) na prawdziwa włoską " majówkę" na którą przybywały coraz liczniejsze grupy. Jeszcze trochę i zasiądą do jedzenia. Cóż po to jest " majówka'.

      My wróciliśmy na obiad do hotelu a popołudnie spędziliśmy na odpoczynku. Poczytałam sobie i nawet komputera nie otworzyłam. Jako lud pracujący kiedyś należał mi się pierwszomajowy odpoczynek.

      Niestety zdjęć z pikniku włoskiego w tej chwili nie pokażę. Właśnie skończył się mi limit fotek. W związku z tym powstanie kolejna część blogu. Podam naturalnie link do niego kiedy tylko uporam sie z technicznymi sprawami. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Poświątecznie o " majówce"”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 maja 2017 15:35
  • niedziela, 30 kwietnia 2017
    • Jak było i co było i jak jest

      Wiem, że w porównaniu z temperaturą w kraju nie powinnam złego słowa powiedzieć. Bo co to jest zimny wiatr przy słońcu, ktore potrafi już ogrzać. Ale i tu nas dopadły zawirowania temperaturowe. Jako zmarzlak nie jestem szczęśliwą. Mimo błękitnego nieba i zapachu róż. Część kropek dziś zastąpią własnie zdjęcia róż.IMG_59492Będzie taki pachnący zapis bo wszystkie te róże pachną.IMG_59502Szczególnie moje ulubione te żółte co to je na tytułowe zdjęcie zamieściłam pachną prawdziwymi różami. :)IMG_5958

      Przedwczoraj pojechaliśmyIMG_5951 w przeciwna stronę czyli przez Grottammare do Pedaso. Bez jakiegoś powodu ot tak dla zmiany.  Miejscowość nadmorska a po drodze w Cupra Marittima kompleks na eleganckie śluby. Aż wreszcie V. zatrzymał samochód i mogłam zrobić zdjęcia. W komentarzu będzie link do albumu. Podobno mozna tam urządzić wesele na 2 000 osób. Jeden problem pewnie to " kasa". Ale jak wiadomo ludzi z nią nie brakuje a jak widać z kondycji kompleksu ma się on dobrze.IMG_59591W samym Pedaso nic nadzwyczajnego. Urocza nadmorska miejscowość z katedrą a może kościołem  gotyckim na głównym placu. Te miejscowości nadmorskie od Grottammare począwszy leżą tuż przy trakcji kolejowej. I dlatego, żeby przejść nad morze trzeba sobie zaliczyć takie mini przejścia pod torami. A potem już jest morze ale plaże raczej nie piaszczyste a takie drobnokamieniste. IMG_59571Jutro 1 maja a jak wiadomo osobisty jest włoskim komunistą i będzie świętował na kiermaszu z tej okazji. To znaczy będzie jeść świeży surowy bób z serem perorino, jak każe tradycja i popijał winem.IMG_6056A teraz z innej strony. Przeczytałam " Tajemnicę Domu Helclów" autorzy: Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński jako Maryla Szymiczkowa. i polecam kazdemu, kto lubi klimaty krakowskie z czasów cesarsko- austriackich, ktorych to klimatów z lekkim przymrożeniem oka nie brakuje. Dla mnie cudownie napisana książka bo czułam się, jak " w domu". ( czytaj w Krakowie ). I jeszcze do tego intryga kryminalna. Dawno się tak nie bawiłam przy książce. Teraz czekam na ebooka kolejnej książki. 


      IMG_6057

      Od róż zaczęlam i różami zakończę. Urokliwa zaslona różana wypatrzona na dzisiejszym spacerze.IMG_6049

      IMG_6050Nawet miałam te róże wziąć na stronę tytułową bloga ale jednak żółte są mi bliższe. Mam nadzieję, że jutro poświstujemy mimo nieciekawej prognozy, która na północy Włoch przewiduje opady .... śniegu.

      To już brzmi, jak " koniec świata". W maju w Italii śnieg.!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Jak było i co było i jak jest”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 kwietnia 2017 16:02
  • piątek, 28 kwietnia 2017
    • Róże świętej Rity

      Cała jestem  pod wpływem róż.  Jedno muszę przyznać Martinsicuro, że jak chodzi o róże to ma mocną pozycję. I dlatego kiedy kolejny raz przeszłam przez duży plac zwany placem świetnej Rity, od kapliczki świętej i zobaczyłam kwitnące już kolo niej czerwone róże, to temat sam sie nasunął.

      Święta Rita trzyma w ręce własnie czerwoną różę. IMG_5891I pamiętam, że podczas procesji w dniu jej święta ( 22 maja) panie trzymały w rekach czerwone róże. Już wtedy byłam ciekawa dlaczego? Ale oczywiscie ciekawość sobie a życie i skleroza sobie. Zapomniałam. Teraz zaprzyjaźniłam się ze świętą Ritą bo jest ona patronką od spraw beznadziejnych a przy okazji damsko- męskich. Jako Włoszka doskonale zna ten włoski rodzaj męski a przy okazji sama miała męża " furioso", który podobno pod jej wpływem znacznie złagodniał. Nie mam zamiaru opowiadać żywota świętej Rity. Dużo jest legend a może i prawdy z jej życiem związanych. 

      Mnie zaciekawiła czerwona róża.  I dotarłam do wiadomości skąd ona w rekach świętej. 

      Otóż to było tak. Tuż przed śmiercią a była sroga zima przy łóżku Rity pojawiła się kuzynka żeby się z nią pożegnać.

      - Przynieś mi proszę, czerwoną różę z mojego dawnego ogrodu ( Rita wstąpiła do klasztoru dopiero po śmierci męża i dwóch synów). Poprosiła.

      Kuzynka wzięła to jako nierealną prośbę ciężko chorej i jej majaczenie przed śmiercią. 

      Jednak kiedy wracała do domu, zerknęła do dawnego ogrodu Rity. Ku jej zdumieniu spod śniegu widać było rozkwitnięty krzew różany i przepiękną czerwoną różę. To Pan Jezus spełnił prośbę Rity i dostała upragniony kwiat. 

      Róże, ktore panie niosą podczas procesji są poświęcone i mają podobno moc uzdrawiającą. 

      A w Martinsicuro przy kapliczce świętej Rity rosną czerwone róże.IMG_5889 I własnie kwitną. Pięknie kwitnąIMG_5888 i opowiadają o innych czerwonych różach. RóżachIMG_5890 świętej Rity. 

      Bardzo polubiłam tę legendę a może i nie i dlatego ją opowiedziałam. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Róże świętej Rity ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      piątek, 28 kwietnia 2017 18:19
  • czwartek, 27 kwietnia 2017
    • Normalnie hotelowo

      Wszyscy ( może z wyjątkiem V.) jesteśmy zaniepokojeni zmianą pogody. Zrobiło się bardzo ciepło, bez słońca. Chmury grożą zapowiedzianymi w tv ulewami. Ale nie te deszcze nas niepokoją. Te cieple podmuchy i ta cisza.  Już w nocy były 3,3 kilka razy. Wstrząsy przeniosły się też w okolice Ferrary.

      Ale na to co będzie nie mamy wpływu. Zrobiliśmy spacer włoski bocznymi drogami. Raz w górę, raz w dól ale bez wychodzenia z auta. Tak sobie oglądaliśmy i panoramę i mnóstwo restauracji, które przy tych bocznych drogach się znajdują. W Villa Rosa wypiliśmy kawę. Adriatyk cały spieniony, jak mleko i fale coraz większe. Już wczoraj pokazywał pazury bo zapewniam mieszkanki nadbałtyckie, że posiada. :)IMG_5932

      IMG_59351

      IMG_5936

      To zdjęcia z wczorajszego przedpołudnia. Dziś patrzyłam na niego tylko z samochodu ale prychał i wydawał odgłosy niezadowolenia uderzając o kamienne falochrony.

      Z tych nudów posprzątaliśmy w samochodzie. W hotelu nastąpił zwarty front panów V V. Obydwaj ascolańczycy zwarli siły przed terroryzmem hotelowym rodziny z Maroka. A na marginesie, trzeba przyznać, że Włosi mają osiągnięcia w sprawie terroryzmu poważnego. 

      Ja namiętnie fotografuję róże. Takich okazów, jak tu nigdy nie widzialam.IMG_5870

      IMG_58871

      IMG_5869

      IMG_5893 Wyraźnie klimat nadmorski im służy. 

      Popołudniu odbieram zdjęcia w wersji klasycznej czyli od fotografa, któremu dałam plik z fotkami naszymi na tle ulubionego zameczku. Taka niespodzianka dla V. i prezent dla przyjaciół. Jutro już piątek i kolejny koniec tygodnia. Odkrywczo napisze. 

      Jak ten czas leci. :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Normalnie hotelowo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 kwietnia 2017 15:51
  • środa, 26 kwietnia 2017
    • Znów na wojennej ścieżce

      I znów za sprawą Marokańczyków. Niedługo nabawię się alergii na słowo Maroko. Nie pisałam o tym ale dziś ten temat poruszę. I mogę być nawet posądzona o rasizm. 

      W " naszym " hotelu jest też rodzina marokańska. Rodzice z dwójką dzieci. Niby ofiary trzęsienia ziemi ale tak naprawdę pod skrzydłami opieki społecznej. Bo tatuś, jak pracuje to na " czarno" więc oficjalnie jest biedny bez pracy. I Bóg wie czym się jeszcze zajmuje, bo ostatnio spędził  w szpitalu aż miesiąc z racji tego, że współbratymcy dali mu solidnie po łbie za sprawę jakiś pieniędzy. Żyją sobie na koszt Italii w pozycji roszczeniowej. Wierzyc mi się nie chciało, że po starszą dziewczynkę codziennie przyjeżdża szkolny autobus z poprzedniego miejsca zamieszkania ( 30 km) żeby ją zawieść i odwieść na lekcje. Jakby nie mogła chodzić do szkoły na miejscu.

      V. głośno mówi ( a ci co go znają, wiedzą, że głos ma tubalny), że to jest lekka przesada i nie tylko w tej sprawie. Jeżeli ktoś wynajmował mieszkanie i stracił, je w wyniku trzęsienia ziemi, to potem powinien wynająć inne mieszkanie, bo przecież nic się w jego sytuacji nie zmieniło. Placił czynsz wcześniej, powinien płacić i później. Oczywiście należałaby się opieka przez jakiś czas ale nie w takim wymiarze, jak osobom, które straciły dom własny. A tak nie jest w przypadku rodziny z Maroka. 

      Punkt zapalny stanowi młodsze dziecko. Lubię dzieci ale tak rozwydrzonego bachora jeszcze w swoim długim życiu nie spotkałam. Ma około 2 lat i wiecznie wymusza wszystko wrzaskiem. W jadalni, na zewnątrz. Rozrzuca zabawki po całym parkingu. Stanowi niebezpieczeństwo dla kierowców bo to parking nie plac zabaw. Rodzice nie respektują ogłoszenia hotelowego. Znów V. się naraził bo głośno mówił:

      - To nie wina dziecka tylko rodziców. A jak dziecko bałagani to powinni sprzątnąć rodzice. Dziecko się wychowuje i  uczy szanować kulturę kraju, w którym się chce mieszkać. 

      Wszyscy siedzą cicho z obawy przed tą nacją.

      Było, już starcie ze starszym panem, który był naszym sąsiadem przez ścianę. Ów pan ośmielił się zwrócić uwagę matce, żeby zajęła się dzieckiem, bo on czyta w świetlicy gazetę a dzieciak lata dookoła niego i jemu, już się w głowie kręci. Matka caly czas ma przy ucho " komórkę" więc specjalnie nie zajmuje się dzieckiem. Ale jak ktoś zwróci uwagę to startuje z za przeproszeniem "pyskiem". .Doszło do potężnej awantury, w którą wmieszał się małżonek i pan wezwał carabinierów. A potem się wyprowadził. 

      Wczoraj doszło do awantury z V. a na dodatek zostałam obrażona ja, która słowa z Marokanką nie zamieniłam a malucha traktowałam jak każde inne dziecko.

      V. palił na balkonie papierosa i zauważył, że dzieciak piłeczką tenisową obija o jego samochód. 

      Krzyknął z góry do rodziców.

      - Ej... to moje auto nie mur. 

      Za chwile przyleciała matka pod balkon i się zaczęło.

      Nie będzie zwracał uwagi dziecku, jest taki siaki i owaki a w ogóle to Polka z która mieszka nie jest jego żoną. Tu już mnie ruszyło ale w pyskówkę nie dałam się wciągnąć. Przysłowie włoskie mówi, że" najwieksza obrazą, jest cisza". Wystarczyło, że V. grzmiał i balam się, że go atak apopleksji chwyci.

      Czyli zostałam jednym słowem " putaną". Ciąg dalszy nastąpił, kiedy wyszliśmy na spacer. Doleciał do V. małżonek i zaczął wykrzykiwać ., że to już ostatni raz i on mu pokaże. Dobrze, że trzymał dziecko bo chybaby się skończyło bójką. 

      I dziś kolejny raz odwiedziliśmy carabinierow. W hotelu dostaliśmy ich nazwiska a ja caly czas się zastanawiam czy podejśc do Marokanki i powiedzieć co o tym myślę. W konkretnie moim przypadku.

      Niech się zajmie wychowaniem dzieci a nie zastanawia się czy ja mam ślub czy nie. 

      Tu jest Europa i kobiety żyją, jak chcą.

      I teraz, już wiecie, że nie ma spokoju nawet w hotelu " Mediterraneo".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Znów na wojennej ścieżce ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      środa, 26 kwietnia 2017 14:42
  • wtorek, 25 kwietnia 2017
    • Dzień świąteczny

      I jako taki był słoneczny i ciepły. Podobno został nam podarowany bo od jutra pogoda znów ma nas uraczyć zimnem i deszczem. Jakoś ostatni się nie mylą więc trochę mnie to martwi. 

      Przyzwyczaiłam się oglądać manifestacje z okazji święta 25 kwietnia na piazza Roma w Ascoli. Skoro więc wczoraj wyczytałam, że na placu przy "urokliwym inaczej" magistracie o 10.30 będą obchody to punktualnie znaleźliśmy się przed naszym ulubionym budynkiem. A tam garstka uczestników. 5 pocztów sztandarowych i kilku oficjeli. Burmistrz ( chyba ) wygłosił stosowne przemówienieIMG_5897

      IMG_5896

      IMG_5898 a potem kolejny pan trzymał mowę. Posłuchaliśmy trochę i zniknęliśmy na kawę. Licząc na atrakcje potraktowałam mój nerwoból " z buta" dwoma tabletkami liryci i  efekt był taki, że byłam z lekka oszołomiona. Kawę wypiliśmy i zdążyliśmy wrócić na końcówkę obchodów. Wszyscy najważniejsi ustawiali sie do zdjęcia pamiątkowegoIMG_5899

      IMG_5900 a mniej ważni zwijali swoje sztandary.IMG_5901 Potem korzystając z naprawdę pięknej pogody IMG_5903

      IMG_59051

      IMG_59071

      IMG_59061zaliczyliśmy białe wino w otwartym już nadmorskim barze. I tam spotkałam prześliczną czarną mamę z jeszcze śliczniejszym " bambino". IMG_5909Nazywał się Fabio i miał aż 10 miesięcy. Pogodny, śliczny ku zadowoleniu włoskiego taty. 

      Były też na spacerze psy i pieski i nawet szczeniaczki na rękach. IMG_5911

      IMG_5910

      Wróciliśmy na obiad mijając po drodze grządkę irysów,IMG_5912

      IMG_5913

      IMG_5914 ktore pojawiły się  znienacka bo wcześniej ich nie widzialam. KwiatyIMG_5916

      IMG_5917

      IMG_5918 to jest to co Martinsicuro ma najładniejsze.IMG_59202

      IMG_5923

      IMG_5921

      IMG_59221 Będzie ich jeszcze dużoIMG_5930

      IMG_5929

      IMG_5927

      IMG_59262

      IMG_5928

      IMG_5931 bo stale mnie zaskakują. Jak i figurki przeróżne w przydomowych ogródkach. A ta ławeczkaIMG_59241 a coraz bardziej zielonym zakątku. I " oskubki "IMG_59251ku mojemu corocznemu zdziwieniu pięknie odrastają.

      To dziś jest co oglądać. Do jutra.   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień świąteczny”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 kwietnia 2017 20:07
  • poniedziałek, 24 kwietnia 2017
    • Jak się dba, tak się ma

      Dokładnie tak jest mimo, że nie zawsze to zależy ode mnie. Problemy zdrowotne i internetowe zaowocowały spadkiem słupków. Co prawda niewiele ale zawsze. Bo o czym tu było czytać. żadnych interesujących wieści.  Dziś co prawda też żadnych rewelacji nie będzie ale przynajmniej zdjęcia będą. Zimno mamy w odwrocie i nawet w miejscach osłoniętych od wiatru, jest ciepło. Na termometrze 22 stopnie. Jednak nad morzem w dalszym ciągu zimny wiatr. Przekonałam się o tym sama bo mimo podkoszulki i golfika za gorąco mi nie było. A nowy płaszczyk w kolorze czerwonym specjalnie przed chłodem nie chroni.  Jednak od wczoraj w nim chodzę, bo przecież po to go kupiłam. Oto fotki.IMG_58641


      IMG_5866

      Ponieważ na zbliżeniu V. obciął mi głowę, bo nic nie widział, to ja dokończyłam dzieła i obcięłam nogi i tak jest zdjęcie samego płaszczyka. 

      Jutro w Italii dzień świąteczny. Narodowy. Pewnie spotkamy się z przyjacielem V. i jego żoną i może będzie przyjemnie. Martinsicuro zdecydowanie lepiej się prezentuje w kwiatach . Szczególnie ulice. Pod drzewami kwitną sobie różne kwiaty. Teraz zakwitły irysyIMG_5818

      IMG_5817

      IMG_58191 a i te różowe kwiatuszki bardzo wdzięcznie wyglądają.IMG_5861 Nie mówiąc o różach. Ale o tych to będzie jeszcze dość długo. IMG_58201

      I pierwszy raz zobaczyłam kwitnący na grządce amarylis znany mi do tej pory z doniczki.IMG_5860

      IMG_58591

      A w San Benedetto zrobiłam zdjęcie " psiej poczekalni: przed niewielkim sklepem. Sympatyczna. :)20170422_112204

      I to tyle z aktualności dzisiejszych. Mam nadzieję, że ten tydzień będzie w miarę udany i będę mogla cokolwiek poopowiadać. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Jak się dba, tak się ma ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 kwietnia 2017 15:37
  • niedziela, 23 kwietnia 2017
  • sobota, 22 kwietnia 2017
  • piątek, 21 kwietnia 2017
    • Wciąż zimno

      Jakkolwiek prognosty zapowiadają lekkie ocieplenie. Co to znaczy " lekkie ocieplenie"? Dzisiaj jak już napisalam w komentarzu wciągnęłam na grzbiet ciepłą podkoszulkę. Szczęśliwie się zawieruszyła i popadła w zapomnienie w czystce zimowych rzeczy. Rano dosłownie szczekałam zębami w oczekiwaniu na spotkanie z Grazją bo tatuś naturalnie wystartował sporo przed czasem i przeciągnął mnie przez ulice San Benedetto. Potem trochę zrobiło się cieplej ale nie na tyle, żeby spacer po targu należał do wielkiej przyjemności.

      Korzyść z tego taka, że wzbogaciłam się o czerwony płaszczyk mający podszewkę czerwoną w białe grochy. Kiedy zmierzyłam i V. I Gracja namawiali mnie na niego. To go mam. Kiedy go założę oczywiście sie pochwalę bo przecież komuś muszę. :)

      Gracja jutro wyjeżdża to jeszcze zrobilismy z nią zakupy. Co prawdziwa Włoszka zabiera do Niemiec? Oczywiście " pastę" bo nie ma to jak włoska i znacznie tańsza niż w Niemczech.

      Spóźniliśmy się troszeczkę na obiad. Wszyscy już byli przy drugim daniu. Teraz osobisty przygotował dla nas truskawki na podwieczorek bo kiedyś trzeba je jeść w większej ilości niż w postaci owoców po obiedzie. Za chwilę oddalę się do Leśnej Góry. Trzeba sprawdzić co podczas dwutygodniowej przerwy tam się wydarzyło.

      A potem nie mam pojęcia czy poza spacerem z Billym wyściubię nos na zewnątrz.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Wciąż zimno”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      2lucia
      Czas publikacji:
      piątek, 21 kwietnia 2017 15:16